Dupa, dupa, dupa, dupa.
Nienawidzę siebie.
Nienawidzę.
Siąść i płakać, zakopać się, uciec.
Nie czuć. Nie żyć.
Idę rozwalić sobie głowę.
Jeśli jeszcze ktoś ma ochotę się za mnie:
modlić do wszystkich istniejących (bądź także nie) bogów, przeskakiwać przez płonące koła, znaleźć jakimś cudem dziewicę i ofiarować w szatańskich ceremoniałach, zacząć wyć do księżyca i biegać po krzakach w czci Matce Naturze,
bardzo proszę, jutro jest na to czas. A w środę kolejna chwila prawdy, oby tym razem się udało. Trzymajcie kciuki, nie musicie robić wszystkich tych szalonych punktów z powyższej listy - ja i tak będę wdzięczna za jakiekolwiek wsparcie :).
/pomysły Luizy.
Irytuje mnie fakt, że niektórych ludzi interesują bardziej sprawy sąsiada czy obcego człowieka, niż życie własnego dziecka, czy przyjaciółki. Bo czasem odnoszę niestety takie wrażenie.
Irytuje mnie fakt, że moja, hm, koleżanka tylko pozornie interesuje się moimi sprawami, ja jej zawsze muszę wysłuchiwać, a jeśli sama chciałabym powiedzieć coś od siebie, ona albo nie słucha, zmienia temat, albo w ogóle zaczyna gadać z kimś innym. A chce wiedzieć o rzeczach, o których ja z kolei nie mam ochoty rozmawiać. Zresztą, to temat-rzeka, nie ma co się nad tym rozwodzić.
Smutno mi ostatnio. Smutno i samotnie. I nie potrafię znaleźć nic realnego, co pomogłoby to zmienić na nieco dłuższy od kilku chwil czas.
Mam ochotę napisać jakąś beznadziejną, smętną notkę. I obawiam się, że właśnie to robię. Trudno.
Od jakiegoś czasu mam jakiś okropne poczucie, że praktycznie nie mam życia towarzyskiego. Całe dnie, a nawet chyba tygodnie, spędzam w domu, na nic nierobieniu najczęściej. A czasem chciałabym gdzieś wyjść, ale nie mam z kim. Jak brat przyjeżdża, to jemu też się nie chce, nawet, jeśli jest jakiś darmowy koncert. Na żadne imprezy, ogniska, czy nawet głupie piwo też mnie nikt nie zaprasza. Czuję się jak jakiś odludek, wyrzutek czy co tam jeszcze.
Bezsens.
Chyba lepiej skończę na tym tą notkę, bo nie lubię się zbytnio żalić, choć każdy czasem tego potrzebuje. Ale nic nikomu jeszcze nie przyszło z użalania się nad sobą. To nic nie zmieni.
Nikt nagle sobie o mnie nie przypomni.
Chcę tylko wiedzieć, czy u Ciebie wszystko w porządku. Jak dajesz sobie ze wszystkim radę i jak Ci idą Twoje sprawy. Czy jesteś szczęśliwy. I czy tez ciągle o tym myślisz, czy może już dawno zapomniałeś. Czy to nadal Cię obchodzi. Ale przede wszystkim, jak tak naprawdę jest.
Miałam nie myśleć, nie udaje się. Za wiele się stało swojego czasu. Ale wiem, że kiedyś oboje całkiem z tego wyjdziemy i pozostaną tylko mieszane wspomnienia, bez uczuć.
Czy to w ogóle możliwe?
Tymczasem, ja chcę zacząć od początku. Chcę się uwolnić. Tak, uwolnić. Bo zaprzątnięta kimś innym, przestanę tak nagannie rozmyślać o przeszłości. A nie ukrywam, że chciałabym, żeby ten Ktoś Inny wreszcie się do mnie odezwał.
Jejku, jejku, jejku, jej. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale coś temu blogowisku się chyba dzisiaj pomyliło. Bo to jest nierealne, żeby to była moja wina. To nie mogło tak być. Ale teraz już nieważne.
Chyba jestem bardzo rozkojarzona przez to wszystko.
Tylko, właśnie, jakie wszystko?
Nie rozumiem. Wielu rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć.
Chyba muszę usunąć kilka kontaktów z mojej listy gg. Większość jest zbędna.
Co za chaos...
I przestań, ku*wa, o tym myśleć!
I o tym też!
To słońce mnie wykańcza. Chyba od piątku jestem nie do życia. Nie mam na nic ani siły, ani ochoty. Fajnie, że nie ma mrozów, jednak dla mnie ciepło by wystarczyło. A jest gorąco.
Dzisiaj mam spotkanie pielgrzymkowe. Wszystko byłoby w porządku, nawet chłopaki mają się zjawić, co jest czymś niewiarygodnym dla mnie, ale zawsze jest jakieś ale. Bo mamy mszę przygotować, z dziewczynami, za którymi, że tak powiem, nie przepadam. Nie mam ochoty się z nimi spotykać. I jeszcze będę musiała ciągnąć ze sobą swoją gitarę.
No tak, planowałam napisać o czymś innym, niż jakieś swoje bezsensowne żale.
Miałam dzisiaj dziwny sen. Naprawdę dziwny. Ostatnio mi się takie nie zdarzają. Od dłuższego czasu. A tu takie coś... I w ogóle nie wiem, o co chodzi. O to, że chyba kogoś potrzebuję? Nie chcę takich snów, choćby miały być nie wiem, jak miłe. Bo i tak nikogo nie ma i nie będzie, pewnie jeszcze długi czas. A już tym bardziej nie chcę, żeby moja podświadomość angażowała w swoje głupie gierki moich znajomych. Bo to nic nie pomoże, a może tylko zaszkodzić.
Najchętniej zapadłabym teraz w dwutygodniową śpiączkę.
/ Już po wszystkim. Miło było. Nawet nie myślałam, że tak będzie. Nastroiłam się pozytywnie, trzeba przyznać. Cóż, jednak wizja odprowadzania przez, hm, miłego kolegę i jego pretensje o niebycie na mojej osiemnastce, to chyba dobry zwiastun. Mnie bynajmniej, jak najbardziej odpowiada, poproszę więcej takich rozmów i spotkań:).
Dzisiaj się odezwała. Dała jej do myślenia moja notka na innym blogu. Ale jakoś nie mam ochoty z nią gadać. To nie ma sensu.
Dziwne.
Muszę jutro iść do biblioteki, jestem głodna kolejnych książek. Brakuje mi tego. I tak mam mało czasu na czytanie czegokolwiek, ale coś mnie do tego ciągnie. A długi weekend będzie idealny, by nadrobić zaległości.
W poniedziałek muszę się umówić na kolejne jazdy. W końcu muszę zdać. A nie mam kasy na kolejne podejścia.
Dlaczego ja ciągle o Tobie myślę? Dlaczego nie potrafię się odciąć? Nie potrafię, a może nie chcę? Nie wiem, nie wiem, sama nie wiem... Zależy mi na Tobie. Jako na człowieku. Brakuje mi Ciebie. Twoich głupot. Brakuje mi nawet tego, jak czasami miałam Cię dość. Jejku, co ja w ogóle tu wypisuję? Ty mnie chyba nawet nie chcesz znać. Brzydzisz się mną, boisz? Nie, pewnie chcesz zapomnieć? Umiesz? Myślisz, ze takie unikanie mnie wręcz na siłę, pomoże? A pomaga? Ja chyba zwariuję. Boję się, że pierwsza nie wytrzymam i przerwę tę ciszę. A niechybnie tak będzie. Boję się, że zwyczajnie mnie odrzucisz, moje starania się, moją znajomość. Znowu. Tym razem na dobre, jeśli już do tego nie doszło. Bez sensu. To wszystko bez sensu.
Od jakiegoś czasu czytam Nieporządną? Elizy Chojnackiej. Podoba mi się ta książka. Balansuje na granicy kontrowersji i umoralniania. Śmieszne? Może.
Ale do rzeczy. Chciałabym tu zamieścić fragment, jeden z wielu, który mi się spodobał. Pasuje do wielu moich relacji z innymi. A mianowicie:
Bo choć mówimy, że najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa, to i tak lubimy, gdy ktoś nam słodzi. Bo prawda często jest niewygodna, natomiast kłamstwo jest łudząco podobne do naszych marzeń. Wszystko dlatego, że tak jest wygodnie.
Prawda jest niewygodna. Prawda jest nieprzyjemna. Ludzie nie lubią prawdy. Boją się jej. Nie potrafią stawić jej czoła. Ludzie są tchórzami.
Ja jednak wolę czasem szczerze pogadać o tym, co jest nie tak, niż unikać tematu i udawać, że nic się nie dzieje. Od niczego się w życiu nie ucieknie. Chyba że od dobra, ale to na własne życzenie. Bo tylko my sami ostatecznie kreujemy jego kształt.
Ja już na dzisiaj może lepiej nie filozofuję, natomiast książkę polecam.